Opalanie zimą

12 lutego 2016

 Zapewne nie muszę nikogo przekonywać i opowiadać jakie to opalanie w solarium jest niezdrowe i niebezpieczne. Chcę wierzyć, że coraz więcej z Was stawia na zdrowy styl życia przejawiający się w rozsądnym odżywianiu i ruchu w każdej postaci. Niemądre byłoby robienie czegoś świadomie, wiedząc jak bardzo szkodliwe jest to dla Twojego ciała. Ja zachęcam do dobrego! Dlatego skusiłam się na wypróbowanie samoopalacza FakeBake. Zarumieniona, ale nie spieczona (!) skóra bardziej nam się podoba, niż ta blada z bardziej widocznymi wówczas rumieńcami na policzkach. Okres zimowy jest bardzo dobry na test tego produktu, ponieważ w razie niepowodzenia, można mankamenty schować pod długimi spodniami, czy swetrem z golfem :) Wiosną i latem, kiedy już świecisz gołymi kolanami i łokciami trudniej byłoby uchować to, co nam nie wyszło podczas aplikacji. Ja w zeszłe wakacje oszczędzałam się na słońcu, więc zdrowa opalenizna zimą wręcz mnie zaskoczyła, i to pozytywnie!

fake1

fake2

FakeBake ma swoje korzenie w USA i wyróżnia go fakt, że jest to samoopalacz pochodzenia naturalnego, nie zawiera parabenów, a przy okazji ujędrnia, działa przeciw starzeniu się skóry i ma działanie antycellulitowe.
Produkt, którego ja używam to FakeBake 60 minutes dostępny tutaj. Pozwala on na otrzymanie zadowalającego efektu już po godzinie. I to jest właśnie opcja, którą ja wybieram, ponieważ obawiam się zbyt mocnego ‚spieczenia’.
1 godzina – złota opalenizna, 2 godziny – brązowa opalenizna i 3 godziny to już dość intensywna opalenizna. W zależności od tego jaki efekt pragniesz otrzymać, po takim czasie bierzesz prysznic. A właśnie! Za pierwszym razem używając prysznica zostały mi na nodze smugi, musiałam ponowić mycie pomagając sobie ręką przy zmywaniu samoopalacza.
fake1c
fake1e
Sama aplikacja jest prosta i przyjemna, mi zajmuje około 10 minut. Ważne jest by używać specjalnych rękawic, które są załączone w zestawie. Produkt należy nakładać posuwistymi ruchami, unikaj wcierania. (Gąbkę łatwo można umyć pod bieżącą wodą – najlepiej od razu po ukończeniu zabiegu.) Jeśli chodzi o plecy, tutaj pomaga mi niezawodny Wojti. Podobnie przy myciu – by uniknąć pozostawienia smug warto skorzystać z czyjejś pomocy. Po drugim prysznicu możesz używać żeli do mycia ciała. Podczas nakładania ‚opalenizny’ towarzyszy bardzo miły kokosowy zapach, który mi absolutnie odpowiada, chociaż wiem, że są osoby, które taki aromat drażni.
Zachowaj ostrożność przy aplikacji na łokcie i kolana. Dobrze jest przed nałożeniem preparatu posmarować te miejsca balsamem, a podczas samej aplikacji delikatnie je zgiąć. Chciałabym Was uczulić na dłonie. Ja za słabo ostatnio zmyłam preparat i miałam miejscami delikatnie pomarańczowe plamki. Na szczęście dłonie myje się tak często, że na następny dzień problemu już nie było. Każda kolejna aplikacja uczy, a ja chciałabym Wam już powiedzieć o moich spostrzeżeniach, abyście Wy nie popełnili moich mini błędów. Preparat schodzi szybciej przy wysiłku fizycznym.
Nie ukrywam, że obawiałam się zostawić produkt na twarzy przez godzinę, więc zmyłam go już po 20 minutach – twarz troszkę się zarumieniła – resztę można dopracować makijażem, ale w moim przypadku nie było takiej potrzeby, by szczególnie ‚nadrabiać’ koloryt na twarzy. Opalenizna po godzinie jest naturalna i wygląda zdrowo. Zabieg można powtórzyć po tygodniu. Butelka to 236 ml i starcza na długo, więc cena jest adekwatna do czasu używania biorąc pod uwagę fakt, że ‚opalamy’ się co tydzień. Nie będę porównywać nawet do kosztów korzystania z solarium, bo ja jestem jego absolutną przeciwniczką, ale nie ma co ukrywać, że solarium to dość droga opcja, a przy tym rakotwórcza.

fake1d

Jestem ciekawa, czy używałyście tego produktu lub innego samoopalacza z tej serii, a może macie jeszcze innych faworytów? Przyznam szczerze, że to moja pierwsza przygoda z samoopalaczem i na chwilę obecną podoba mi się taka opcja – dopóki nie dotrą do mnie letnie promienie słońca :)
Do następnego!

Maja

Comments

comments